💦 CREATE AND FUCK YOUR OWN AI CUMSLUT 🔥 TRY NOW ♥
Create AI Cumsluts 💦
January 11, 2022

Jak to z Popielusem było

Kto z Was Drodzy moi Czytelnicy pamięta jeszcze tego szuję Popmoniusza, który po zdradzie swoich dobroczyńców stał się Popielusem? Jeśli zatem chcecie posłuchać o jego dalszych nikczemnych rządach to dziś macie jedyną okazję, uczynić to w blasku krużganka oświaty trzymając w ręku najnowszy numer naszego pisma.

Kuuuuuuupujcie Kuryer Dworski, kuuuuuupujcie. Kuuuuuupujcie Kuryer Dworski najlepszą z gazet w naszym ciemnym grodzie. Kuuuuuupujcie Kuryer Dworski, on was na manowce nie zwiedzie. Tu dowiecie się najwcześniej, kto chce Was na szaro po raz kolejny przerobić.

Jak donosi dobrze poinformowane źródło spod komnat naszego władcy, jest on okropnie gnuśny. Leży i pachnie, a że kąpieli zażył naście księżyców wstecz, więc pachnie co najmniej mało apetycznie. Leży i nic się robić nie kwapi. Za to snuje wizje jak swój gród umocnić.

Wyznaczył na swego namiestnika kanalię pierwszej wody. Gdyby nie przeciwieństwo wyglądu, można by było posądzać Popielusa, że jednak udało mu się jakimś cudem spłodzić dziedzica. Moron zwał się ten gościu. Słynny był z tego, że jeszcze w kołysce będąc, potrafił snuć opowieści o swych walkach ze smokami, czy choćby jak bronił swą piersią grodu przed napadem Mongołów.

Jak zwykł mówić w swej mądrości Popielus i z Morona dupa, gdy Mongołów kupa. Żeby mu na ręce ciągle ktoś spozierał, dał mu do pomocy nicponi niezgorszych. O skarbiec wprawdzie pusty, lecz z ciągłymi wydatkami dbać ma, o dziwo, pierwsza śliska persona naszego sławnego grodu, niejaki Dieb.

Wkupił się on w łaski Popielusa wyliczeniami, jak mieszczan oskubać i całą winą za grabież myszki polne obwinić. Specjalny nakazał podatek na te stworzenia nałożyć. A, że one są biedne, więc za nie płacić musieli, właściciele posesji, u których komisje ich obecność stwierdziły. Dziwnym trafem, Dieb wskazywał domy, które jakimś dziwnym zdarzeniem wcześniej ktoś w nocy odwiedził. Nic nie ukradł, nikogo nie zgwałcił, a jedynie jakieś dziurawe pudełko przy spiżarni pozostawił.

Dwie szemrane gościówy to widać za mało, bo nad godnym i sprawiedliwym rozstrzyganiem odwołań poddanych, postawił Dianattere ,swoją dobrą znajomą, która do tej pory w książęcej kuchni karierę próbowała zrobić. Ale, że talentów kulinarnych nie miała, czytać też ledwie potrafiła, przez co cytrynę z cykutą nie raz pomyliła to jej kariera też mocno wątpliwa była. Dobrze, gdy któryś z gości jej sałatki spróbował i na łono Matki Natury się przeniósł, gorzej zaś gdy to kot Popielusa jej potrawki skosztował i trzeba było mu lewatywę robić. Mimo wszystko coś nasz książę do niej czuć musiał, gdyż jej to wybaczał i zaszczytami nagradzał. W końcu dał jej szansę zatruć żywot pozostałej dwójce szumowin.

Tak więc zaczął się dla naszego grodu festiwal groteski Wielkim Balem zwanym. Popielus na zapiecku w remika ze swym kotem grywał, wolną rękę tej bandzie nicponiów za to pozostawiał. Jedynie od czasu do czasu audiencji udzielał swemu ludowi, temu wybranemu oczywiście. Druidów w pierwszej kolejności  przyjmował, pierścienie rozdawał. Słuchał ich narzekań jak im ciężko przeżyć, gdy ludzie przestali talizmany kupować. W następne kolejności pyzatych dworzan kadzących mu zawsze jaki on jest boski, jaką piękną aurę wokół siebie roztacza, jak im się żyje dostatnio i czy przy okazji nie znalazłby wolnej posady dla kuzyna. Co prawda specjalnymi umiejętnościami nie grzeszy ów kuzyn, ale za to jak wiernie mu będzie o wszystkim donosił. Po wszystkim zaś lubił się przejść po dziedzińcu by lud mógł swobodnie po wiwatować na jego widok. To go rajcowało, lubił to, nie da się ukryć. Mało sobie zdawał sprawę z tego, że Banda Trojga klakierów najmowała. Najwięcej było ich z gatunku myszek polnych i pandów.

Zdziwieni jesteście? Otóż myszki polne, to takie osobniki, co to non stop zaczepiają i ochrypłym pół basem o dwa grosze brakujące do dzbana węgrzynu się dopominają.

Maestro, mistrzu, dobroczyńco kochany, poratuj człowieka yntelektu swoim nawisem inflacyjnym. Tobie on zalega, jak ciężar na wątrobie, mnie zaś ulży w potrzebie. Jakiej się spytasz zapewne. Otóż zaparcie mam moczopędne. Sikać się chce, a nie ma czym, że tak powiem.

Pandy to już inny typ społeczny. Ten z pretensją wtacza się do kantoru i od progu wali.

Pan da te pincet miedziaków, co mi się należy. Do jakiej znowu mam iść pracy? O czem się Pan do mnie wysławiasz? Z mem wykształceniem, za skurczybyka ni jak roboty porządnej nie znajdę. Jam człek schorowany i bardzo cierpiący. A jakże, chociażby na depresję okołoporodową cierpię. A no tak, od czasu gdy kobita w ciąży, ja non stop cierpię na syndrom odstawienny i na niedobór finansów z tego powodu narzekam. A to na śpioszki trzeba, a to na jakieś bebiko. Panie kochany, w domu kieliszka chleba nie ma, a jej ogórków kiszonych się w nocy zachciewa. Nerw mam tak skołatany, że na sam widok łopaty dreszczy i zimnych potów dostaję. Przeto pracy utrzymać nie mogę, więc pan da to co mi się jak psu buda należy.

A, że Banda Trojga miała w tem interes, więc hodowała to plemię dla swych niecnych planów. Popielus, wiadomo, gość na skraju życia. Po nim kto władze obejmie gdy fiknie w kalendarz? A głos myszek i pand na ringu politycznym wart dużo, gdyż od wieków wiadomo, że ci co ciężko na swój chleb pracują, milczą, ale do czasu. Zaś takie osobniki najgłośniej gardłują, co są na garnuszku tego, czy innego u koryta zbója.

Gdy więc się mnożyły kolejne myszki polne, było ich tak wiele, że z jednego pracującego stu nierobów żyło. Gród zaś marniał, w ruinę popadał. Ludzie kramy, warsztaty zamykali, gdyż paradoksalnie wtedy zarabiali. Znajomy znajomemu coś po znajomości zrobił. Za to dostał coś, czym się ze znajomym wymienił. Każdy zaś grosz poborcy ściągali gdy tylko warsztat legalnie się otworzył.

W końcu pękła ta bańka mydlana. Bo ileż to można było oczy mydlić. Skarbiec pusty, lud do roboty niechętny i skłócony ze sobą. Jedni by chcieli coś zmienić, lecz inni w tym smrodku już się umościli. Głód powoli zaglądał do chałup i bieda się szerzyła, jedynie u dworu nikt się zdawał tego już nie widzieć. Zawsze powtarzano, że dwór się wyżywi.

Aż gość z warsztatu, co to Piastuszczak się wołał, powiedział dość, gdy po kolejny podatek urzędnicy przyszli. Pogonił ich na trzy wiatry, nogi i ręce im przetrącając młotem. Wyszedł przed izbę i tak to zakrzyknął. A je... te trzy gnidy i tego Popiela. Lecz myszki polne zaraz na niego siadły. A dasz nam po szejset, a pępkowe dołożysz? A świąt i dni wolnych na pewno przybędzie? A może by ktoś za nas to zrobił? Bo to się nie godzi starego przepędzać. W końcu Popielus niczemu nie winny, to jego namiestnik i reszta są winni. Niech się wytłumaczą, niech złoża swój urząd. A ty Piastuszczak tak nie podskakuj, bo jeszcze kto przyjdzie i do ciurmu cię zamknie. Popatrzył na nich gości zrezygnowany i mądre słowa im na to powiedział.

Pocałujta wójta, ja się stąd zabieram. A jak się nie weźmiecie do pracy to was wszy wpierniczą. Zabrał swój majdan i z grodu wywędrował. Myszki zaś polne i pandy dalej utyskiwały i w biedzie mnożyły się. Lecz i one dwór zaczęły nachodzić, pod oknami okrzyki wznosić. Brak było jednak odważnego do działania. Pokrzyczeli, trochę ryżu dostali i do domu na noc wracali. Tylko od czasu do czasu ktoś o Piaściaku też myślał. Ciągle jednak trudno się było wziąć do roboty. Bo jeśli coś dają, to po co się wysilać?

Aż któregoś razu Popielus znowu na swą wyszedł rundkę, by wysłuchać kolejnej porcji okrzyków uwielbień i nad nim zachwytów,  by wygłosić dwa zdania, jak się wszystkim dobrze wiedzie, jak wstają z kolan i dążą do prawdy. Gdy tak szedł w zadęciu potknął się o... łajno, i spadł na cztery litery. Myszki polne rechotać zaczęły i szydzić też z niego, popychać i łajnem kolejnym obrzucać. Już nie słuchali go, nikt mu nie klaskał. Nawet dzieci mu nogi podstawiały. Zaszył się Popielus w swej komnacie samotny, znikąd ani pomocy, ani jakiegoś posiłku. Kuchta z resztą bandy przydupasów zniknęła, resztki zastawy stołowej z kredensu zabierając. Nikt już nie chciał Popielusa wielbić, umarł z głodu i smrodu jaki sam wywołał.

Jak legenda mówi, Piastuszczaka na tron chciano też posadzić, lecz on zakrzyknął: zgoda, lecz od dzisiaj wszyscy pracujemy. I wtedy tłum się rozszedł... Ogłupiał chłopina. Słyszałem ja, panie, że ten Moron nie był znowu aż tak zły. Płacił na czas i nie kazał robić. I ta jego Dianattera też nieźle sądziła. Może tylko ten Dieb był wszystkiemu to winien. Bo gdyby nie on to ktoś by nam jakieś dukaty do grodu też wysłał. A ten Piastuszczak to w sumie jest głupi. Robota dla durniów, szlachta nie pracuje w końcu, wszyscy o tym słyszą.

Jaki był ciąg dalszy o tym już niebawem. Lecz czy mi się zechce, czy warto się trudzić? Na to, żeby ciągle chciało mi się chcieć to Wy, Drodzy Czytelnicy , macie największy wpływ.

Tymczasem idę dalej podglądać z ukrycia to dworskie życie……….

podpisano

Styrany męczącym pisaniem, Wasz Skryba